INDIE DLA KOBIET

Indie to kraj, w którym kobieta ma swoje dziwne, czasem bardzo niewygodne z europejskiego punktu widzenia miejsce. Aby poznać nieco lepiej „kobiecą stronę Indii” ruszamy w naszą podróż, podczas której postaramy się nieco lepiej zrozumieć panujące tu damsko-męskie zależności, a przy okazji zakosztować jogi, ajurwedy i skorzystać z okazji do superatrakcyjnych zakupów.

Niemal zaraz po przyjeździe do Delhi robię to, co robią kobiety, jadę na zakupy, aby wyglądać właściwie – jadę kupić sari. Sklep na kilka pięter przeznaczonych tylko na ekspozycję sari. To niesamowite, ale są tutaj setki sari, posegregowane wedle gatunku materiałów, wzorów, kolorów, przeznaczenia….. każdy kupon ma średnio 5,5 metra i najbardziej fascynujące jest to, że pośród tysięcy tkanin nie znajdziemy w sklepie dwóch identycznych! Patrzę na te kolorowe kreski starannie złożonych na półkach materiałów, jedne gładkie, inne we wzorzyste desenie, niektóre z ornamentem batikowym, inne haftowane błyszczącymi nićmi i kamieniami (wersja wieczorowa i weselna), jeszcze inne tłoczone. Zdumiewające, że w całym wielopiętrowym sklepie nie dostaniemy dwóch identycznych kuponów! Możemy znaleźć ten sam deseń na sari ale inny odcień materiału, nie ma obawy, że dwie kobiety na jednym przyjęciu (nawet na weselu, na które zaprasza się po kilka tysięcy osób) będą miały takie same suknie. Przyglądam się klientkom, kobietom pochylonym nad tkaninami, studiującymi wnikliwie ich fakturę. Za ladą stoi mężczyzna, który spokojnie coś tłumaczy, wyjmując kolejne sari i rozwijając je przed kupującymi. Rozglądam się po sklepie, o rany, za ladą są sami mężczyźni! Ani jednej sprzedawczyni, takiej przyjaznej „pani Krysi”, która po przyjacielsku podpowie co jak się nosi, który materiał się nie marszczy, nie kurczy w praniu czy nie naciąga….. U nas „pani Krysia” podnosiłaby wiarygodność sklepu, a tutaj – jak po dwóch stronach barykady, z jednej mężczyźni a z drugiej kobiety, przychodzące całymi, wielopokoleniowymi częściami żeńskiego rodu. Wiem, że mężczyzna zwyczajowo ma tu władzę (czyt. pieniądze) ale….. w takim razie gdzie są mężczyźni? Znajduję ich przy…… barze, specjalnym miejscu bez którego sklep z sari chyba nie miałby prawa bytu. Siedzą na wygodnych fotelach w oczekiwaniu na żony, matki czy siostry. Wracam do zakupów, w efekcie wychodząc z „kilometrami sari” jak z uśmiechem oceniła koleżanka. Cóż, jeżeli za 5,5 metra pięknego jedwabiu płacę 20 dolarów, grzechem byłoby nie kupić. Jeszcze w sklepie uczę się drapowania sari i ubrawszy krótką koszulkę choli , mając czoło naznaczone „bindi” idę na pierwszą, tradycyjną kolację.

Codziennie odkrywamy nowe tajemnice hinduskiej kultury.  Dni rozpoczynamy seansami jogi. Dla nas będą to głównie ćwiczenia fizyczne i relaksacyjne, poprawiające witalność i koncentrację, ale w Indiach joga to coś znacznie więcej, to filozofia życia. Spotkanie z uduchowionym i charyzmatycznym joginem jest niemal mistycznym przeżyciem.

Dla równowagi, wieczorem czekają nas oczyszczające ciało ajurwedyczne masaże starannie dobranymi olejkami. Dla kobiet przeznaczone są głównie oleje sezamu, gryki i migdałowca, dla mężczyzn częściej musztarda i kurkuma. Widać już setki lat temu odkryto, że my jesteśmy z Wenus a mężczyźni z Marsa. Niesamowite, że ta forma leczenia ma już ponad 5000 lat! Dzięki zabiegom mamy szanse na odmłodzenie ciała i umysłu, pobudzenie punktów energetycznych, uwolnienie sił witalnych. Hmm, ciekawe czy po powrocie mąż zauważy zmianę…..

Będąc w stanie Uttar Pradesh poznajemy bolesne realia bycia dziewczynką urodzoną w jednej z najniższych kast, zaznajamiając się z przejmującą historią Poolhan Devi, ale też, jakby dla przeciwwagi, właśnie w Uttar Pradesh, w mieście Agra znajduje się wyjątkowy dowód szacunku i miłości do kobiety – słynny Taj Mahal. Historia jego powstania jest niemal jak  z „Baśni 1001 nocy”, kiedy to nastoletnia Arjumand Banu Begum poślubia przyszłego następcę tronu – Szahdżahana. Mimo, iż władca ma kilka żon, tę właśnie kocha najbardziej i obdarza  m.in. zaszczytnym  i pieszczotliwym tytułem  „Mumtaz Mahal”  czyli „ukochanym klejnotem pałacu”.  Małżonkowie mają szczęście przeżyć wspólnie 20 lat, kiedy w 1631 roku „ukochany klejnot” umiera podczas porodu…… ich 14-ego z kolei dziecka.

Te i wiele innych historii z życia zaczerpniętych opowiadamy na naszej stricte kobiecej wyprawie do Indii, skupiając uwagę nie tyle na monumentach, a właśnie na bardzo ludzkim, a dokładniej „kobiecym” aspekcie. Czytamy prasę z poradami dla zakochanych, którym rodzina zaaranżowała już małżeństwo z kimś odpowiednim, ale niekochanym. Sprawdzamy ile może kosztować suknia ślubna, jakie są trendy w modzie i czy zaproszenie zaledwie 2000 gości na wesele nie będzie faux pas.

W Japurze, stolicy Radżastanu, jednym z najbardziej kolorowych miast świata, w centrum rękodzieła, filigranowej biżuterii i ręcznie tkanych dywanów, mamy wystarczająco dużo czasu, aby wędrując wąskimi przesmykami pomiędzy straganami oglądać wyroby oferowane przez lokalnych artystów.

Wchodzę do maleńkiego punktu, gdzie na podłodze siedzi na około stuletni szewc. Kiedy weszłam w moim kolorowym sari, uśmiechnął się niemal bezzębnym uśmiechem. Na wąskich półkach ma dziesiątki kolorowych, haftowanych pantofli. Zadziwia mnie precyzja z jaką wykonane są pantofelki, gdzie misterny wzór na lewym bucie jest wręcz matematycznie zgodny z tym na prawym. Pytam czy ma jakieś dla mnie….. staruszek  otula swoimi chudymi dłońmi moją stopę, jakby łapał wymiar, po czym przenosi swoje dwie dłonie splecone w koszyczek „o rozmiarze mojej stopy” na swój warsztat, dopasowuje do jednego z kopyt i za kilka chwil podaje mi parę butów idealnie pasującą. Za jedne z najwygodniejszych butów jakie w życiu miałam płacę zaledwie kilkanaście dolarów. Obiecuję sobie odwiedzić miłego szewca przy najbliższej okazji.

Ale spacer po targu z Jaipurze jest wspaniałym przeżyciem nawet jeżeli nie mamy chęci robić zakupów. Wyobraźmy sobie intensywną feerię barw kobiecych sari, aromaty i kolory kwiatów kupowanych do świątyń, zgodnie z aktualną porą roku i dnia, jak np. bazylia azjatycka, jaśmin, niebieski lotos, sandałowiec, paczuli, róża chińska, dodajmy do tego garść aromatycznych przypraw, intensywnie wypełniających niemal każdy zakamarek targu. Od samego spaceru zawiruje nam w głowie.

Wieczorem czeka nas lekcja gotowania, podczas której poczujemy wszystkimi zmysłami świat Orientu. W trakcie zajęć wymieniamy przepis na sernik za receptury na sos masala, aby ugruntować sobie drogę „przez żołądek do serca” naszego wybrańca, który cierpliwie czeka na nasz powrót z tej super fajnej kobiecej wyprawy.

Tekst: Majka Szura

Nie wiesz, która wyprawa jest dla Ciebie?

Pomożemy Ci ją znaleźć!

Skontaktuj się z nami