FRANCUSKIE ELDORADO

Alzacja, Burgundia, Normandia, Bretania, Prowansja… Każdy z regionów urzeka, trudno zdecydować, który z nich zasługuje na wybór, by posmakować prawdziwej Francji, tej z dala od zgiełku Paryża i tłumów turystów. Każdy z nich to kraina wyrafinowanych posiłków, albo raczej biesiad, wina, przepięknych krajobrazów, średniowiecznych miasteczek i idyllicznej atmosfery. Do tego wszechobecne pamiątki o artystach, literaturze, sztuce. Czego chcieć więcej?

ALZACKA KRAINA TARTY
Na początek zapraszamy do Colmar w Alzacji. To średniowieczne miasto położone między Strasburgiem i Bazyleą, kwintesencja tego, co w Alzacji najwspanialsze. Colmar jest niezwykle malownicze, pełne zachwycających zabytków, położone w samym centrum winnego szlaku, który rozciąga się pomiędzy Wogezami a Renem. Tutejsza przyroda eksploduje bogactwem zapachów i barw, zamieniając miasto we wspaniały ogród botaniczny. Zabytkowe średniowieczne kamieniczki centrum w otoczeniu zieleni, kunsztownie odestaurowane, pełne tajemniczych zaułków, zachwycają urodą, sprzyjając niespiesznej relaksującej włóczędze. Restauracje oferują tu niemal wszystko, od najprostszych przystawek po najbardziej wyszukane dania. Polecana jest szczególnie tarta – jeden ze sztandarowych specjałów alzackiej kuchni. Przyrządza się ją z serami, wędlinami czy nawet owocami, traktując zarówno jako przystawkę, szybkie danie główne lub deser. Najpopularniejsza jest w Alzacji „tarte flambée” na cieniutkim cieście zapieczonym z kwaśną, gęstą śmietaną, boczkiem i przypieczoną cebulą.

PERŁA WINNIC
Z Colmar szlak wiedzie do Riquewihr, nazywanego „perłą wśród winnic” i zaliczanego do najładniejszych wiosek Francji. To średniowieczne miasteczko otoczone jest dostojnymi murami, wewnątrz których dominują domy z XV i XVI wieku, z szachulcowymi elewacjami. W gąszczu cienistych zaułków i brukowanych dziedzińców, pośród ukwieconych fontann i studni, kamiennych łuków, które przecinają wąziutkie chodniki, kryją się niewielkie winiarnie. Można w nich dostać najlepsze wina z miejscowych plantacji, gdzie powstaje słynny w całej Francji riesling. To nie lada gratka dla miłośników wina.

OD BURGUNDA… DO BURGUNDA
Burgundia z kolei, dumna, bogata kulturowo i gospodarczo kraina, będąca sercem Francji, pozostaje nieco zdystansowana do reszty kraju. Jej centrum jest Dijon, dawna stolica najprężniejszego państwa w Europie, ze szlakami pielgrzymujących do dalekiego Santiago. Region dumnych i majestatycznych klasztorów, opactw i katedr, średniowiecznych miast i licznych szlaków winnych, zdecydowanie należy do najciekawszych. Oprócz historii i zabytków znajdziemy tu także zwyczaje i tradycje, które przetrwały w niezmienionej formie setki lat, zwłaszcza tradycje winiarskie. Obiektem wzbudzającym zrozumiałe emocje zwiedzających, są wielokilometrowe XIII-wieczne piwnice, ciągnące się praktycznie pod całym Beaune. Najsłynniejsze to Marché aux Vins, Reine Pedaque czy Caves Patriarche. Zdawałoby się z nigdy nie kończącymi się korytarzami, oferują fascynującą wędrówkę enologiczną… od burgunda do burgunda. Innymi słowy, na całej trasie mijamy beczki (tzw. stacje), ze stojącymi na nich butelkami, a przy każdej z nich degustuje się inny rodzaj tego wina. W Beaune zachwyca słynne Hospices de Beaune, pierwsze na świecie hospicjum, założone przez kanclerza Nicolasa Rolina w XV w., przeznaczone dla burgundzkich biedaków. Hospices de Beaune są również potężnym producentem jednych z najlepszych burgundów w świecie. Od czasów Nicolasa Rolina istnieje tu zwyczaj zapisywania działek winiarskich przez rody burgundzkie temu hospicjum dla wspierania jego działalności charytatywnej. Aktualnie posiada ono ponad 60 ha najlepszych winnic Burgundii. Ilekroć więc spotkamy butelkę z etykietą Hospices de Beaune, można być pewnym doskonałej jakości jej zawartości.

PODNIEBNE REJONY
Będąc w Burgundii, nie sposób nie wspomnieć o kuchni i jej specjałach Oczywiście królem jest tu wino, które stanowi nie tylko wykwintny dodatek, ale jest ważnym elementem niemal wszystkich potraw. Innymi słowy, gotujemy, dusimy i macerujemy w winie. Dzięki temu, wszystkie potrawy zyskują na smaku i aromacie. Kwintesencją doskonałości kuchni na winie jest wołowina po burgundzku, marynowana wołowina duszona na wolnym ogniu w burgundzie albo beaujolais z dodatkiem bekonu, cebulek i pieczarek. Na wołowinie jednak kuchnia się nie kończy, koniecznie trzeba spróbować escargots a la bourguignonne, czyli ślimaków z natką pietruszki i masłem czosnkowym, które je się specjalnymi szczypcami, jajek w koszulkach, gotowanych w sosie z czerwonego wina z cebulą, bekonem i grzybami. Dla miłośników drobiu polecam „Kurczę z Bresse”, czyli specjalnego kurczaka „appellation controlee”, którego mięso smakuje wyjątkowo, zwłaszcza w towarzystwie sosu śmietanowego i smardzów. „Coq au vin”, czyli kogut w winie, ciężkim, czerwonym i oczywiście burgundzkim, „Minute steak dijonnaise”, czyli stek w sosie śmietanowo-musztardowym, oczywiście z musztardy regionalnej (wyjątkowy smak zawdzięcza miejscowemu winu i sfermentowanemu sokowi z niedojrzałych winogron – verjus) mogą naprawdę zabrać nasze podniebienia w podniebne rejony. Bezapelacyjną królową Burgundii jest musztarda. By zrozumieć proces produkcji tego specjału, powinno się odbyć interaktywną wizytę w zabytkowej, ale ciągle produkującej tradycyjnymi metodami, „Moutarderie Fallot” w Beaune.

RYCERSKI LIKIER
Jeśli już posługujemy się karcianą nomenklaturą dla określenia burgundzkich smaków, możemy śmiało stwierdzić, że rycerzem tego regionu jest „Crème de Cassis”, zwany kir, czyli likier z czarnych porzeczek. Jego historia sięga czasów średniowiecza, wtedy „wynaleźli” go benedyktyni jako lek przeciwko żółtaczce. Ten najsłynniejszy aperitif podbił świat dzięki merowi Dijon o nazwisku Felix Kir, który z niespożytą energią odbudowywał lokalne tradycje gastronomiczne i winiarskie. Zgodnie z jego dyrektywą, wszystkie lokalne bistrots zaczęły bezpłatnie serwować kluczowym gościom nowy koktajl złożony z miejscowego burgunda „Aligoté” zmieszanego z „Créme de Cassis”, który błyskawicznie stał się lokalną specjalnością.

WYBRZEŻA BRETANII
Z Burgundii udamy się do mitycznej Bretanii, krainy o najdłuższej linii brzegowej we Francji, dynamicznych krajobrazach i ciekawych atrakcjach. Między spokojnym przylądkiem Fréhel a nękanym przez najwyższe przypływy w Europie słynnym opactwem Mont-Saint-Michel rozpościera się Wybrzeże Szmaragdowe. To kolebka historycznych portów, nierzadko z pirackim akcentem. Ich legenda do dziś jest żywa w urokliwym Saint-Malo. Na Wybrzeżu Czerwonego Granitu powita nas niezwykła symfonia barw, widok ze wspaniałych plaż Trégastel i Trébeurden to bajkowa panorama Archipelagu Siedmiu Wysp, zaś okoliczne skały pełne są niespotykanej fauny i flory. Koniecznie trzeba zobaczyć Wybrzeże Megalitowe z menhirami (celtyckie nagrobki) w Carnac i zatrzymać się w średniowiecznym Dinan z bajkową scenerią szachulcowych domów. Warto też zboczyć do jednej z maleńkich wiosek, gdzie zachowały się wspaniałe granitowe kalwarie, niepowtarzalna architektura cmentarno-sakralna. Zdecydowanie najładniejsza z bretońskich miejscowości to zatopione w zieleni i kwiatach Pont Aven, które wydaje się istnieć tylko w jednym celu – by inspirować malarzy. Nigdzie indziej nie znajdziemy tak wielu galerii i twórców na tak małej przestrzeni. Przed wyjazdem do Polinezji tworzył tu m.in. Paul Gauguin, a miasto do dziś pozostaje mekką malarzy. Okoliczne sklepiki zaś specjalizują się w sprzedaży zarówno obrazów jak i specjałów bretońskiej kuchni. Znajdziemy tutaj najlepsze w regionie galettes – maślane kruche ciasteczka.

MAŁŻE I NALEŚNIKI
Ze względu na położenie Bretanii, jedzenie jest dość istotne dla jej mieszkańców, zwłaszcza jeśli chodzi o jego pochodzenie. Wśród specjalności wyróżniają się owoce morza, a napis „Świeże mule 24 h” na barze czy restauracji nikogo nie dziwi. Małże podawane są z frytkami i stanowią rodzaj lokalnego fast foodu. W okolicach Saint Malo zaś zjemy najlepsze ostrygi, ale podstawą diety są tu crepes, cienkie i większe niż nasze, naleśniki. Creperie, które je serwują, oferują je z mięsem lub lokalną kiełbasą andouille o intrygującym smaku, a także z serem lub warzywami, czy też w wersji deserowej – z owocami, karmelem i czekoladą. Crepes koniecznie popijamy cydrem, piwem jabłkowym, podawanym w ceramicznych kubeczkach. Po dodaniu do niego soku z czarnej porzeczki powstaje ulubiony drink Bretończyków – kir breton. Najsmaczniejsze jednak są chyba w Bretanii słodycze. Wspomniane już galettes można jeść bezustannie, słone karmelki, czy karmelowo-maślane szaleństwo – kouing aman i maślano-maślane gâteau breton zachwycają smakiem, bo nigdzie na świecie nie ma tak dobrego masła jak w Bretanii.

ZAPACH JABŁONII
Z Bretanii do sąsiedniej Normandii już niedaleko, a tutaj czekają na przybysza kolejne atrakcje. Normandia zachwyca naturalnością i spokojem, od zawsze była inspiracją dla pisarzy i artystów. To właśnie w Normandii Claude Monet stworzył ogród, w którym pielęgnował nenufary, będące dzisiaj wizytówką Impresjonizmu. Bez wątpienia główną atrakcją regionu jest opactwo Mont Saint-Michel, miejsce pielgrzymek, ale przede wszystkim klejnot architektoniczny na wyspie oblewanej wodami przypływów. Krajobraz zmienia się w miarę oddalania od wybrzeża. Im dalej w głąb lądu, tym więcej pól uprawnych czy sadów, a w powietrzu dominuje zapach jabłoni. Dookoła zabudowa szachulcowa, średniowieczne zamki i opactwa… Kulinarne klasyki Normandii to bez wątpienia świeże owoce morza, kremowy camembert, cydr, czy też słynny calvados. Przede wszystkim jednak Normandia kojarzona jest z historią. Pielęgnuje się tu pamięć o ludziach, którzy oddali swoje życie na plażach Normandii w czerwcu 1944 roku. Zginęło wśród nich wielu Polaków, świadczą o tym białe krzyże na cmentarzach z powiewającą biało-czerwoną flagą.

CO ZNACZY PROWANSJA
Prowansja to rozpalająca wyobraźnię, pachnąca lawendą i ziołami historyczna kraina, położona w południowo-wschodniej Francji nad Morzem Śródziemnym. Malownicze wioski bepiecznie sadowią się w miękkich dywanach lawendy, a piękne miasteczka kryją imponujące zabytki. Granice regionu wytyczyła natura: od zachodu Rodan, od południa Morze Śródziemne, i Alpy od wschodu łączą Francję i Włochy. Żaden region Francji nie rozpala wyobraźni tak, jak Prowansja. Kraina jachtowych przystani i lazurowych wód. Jej malowniczy krajobraz i niemal oślepiające światło inspirowały wielu malarzy czy pisarzy. Prowansja znaczy bezustannie cykające cykady, owoce morza, czosnek, anchois. Znaczy też, van Gogh i impresjoniści. Prowansja znaczy wreszcie gaje oliwne, oliwki i oliwę z oliwek, pomidory, trufle, świeże ryby i obfitość aromatycznych ziół, smaki i zapachy, które na długo pozostają w pamięci po kulinarno-kulturowej wędrówce. Wizerunek słonecznej Prowansji mąci jedynie silny mistral, smagający wybrzeże. Ten dokuczliwy wiatr zahartował tutejszych ludzi na podobieństwo drzew oliwnych, które wracają do pełni życia wraz z pierwszymi promieniami słońca.

Tekst: Grażyna Woźniczka-Bogucka

Nie wiesz, która wyprawa jest dla Ciebie?

Pomożemy Ci ją znaleźć!

Skontaktuj się z nami