BRUKSELA – BELGIJSKIE SMAKI

Bruksela jest nie tylko piękna, wyjątkowo ciekawa i warta odwiedzenia, to idealne miejsce na weekend z przyjaciółmi czy też prawdziwie męski wypad – dla miłośników sztuki, przyrody, starych samochodów, dobrej kuchni, piwa i… komiksów.

Spacer po unijnej stolicy rozpoczynamy od wizyty na głównym placu określanym niejednokrotnie mianem najpiękniejszego salonu Europy. Ponad eleganckimi kamienicami z XVII wieku góruje majestatyczny gotycki ratusz. Wokół placu cechy kupieckie zbudowały dla siebie domy, które ugruntowały rolę Grand Place jako komercyjnego centrum rozwijającego się miasta. Złocone fasady, kolumny, krągłe szczyty i delikatne rzeźbienia stanowią ucieleśnienie barokowych ideałów. Najsłynniejszym mieszkańcem miasta jest Manneken Pis, czyli „siusiający chłopiec”, ukryty pomiędzy kamienicami. Ta niewielka statuetka-fontanna z brązu stała się symbolem europejskiej stolicy, a w każdym sklepiku z pamiątkami można znaleźć jej replikę. Idąc dalej, trafi amy w rzędy ulic, ciągnące się wokół placu, których smakowite nazwy jak „Serowa” czy „Maślana” świadczą o ich handlowej przeszłości. Kiedy zrobimy się głodni, najwyższy czas udać się na pobliską rue de Bouchers, czyli ulicę „Rzeźniczą”, wąską brukowaną uliczkę pełną restauracji, których wystawy zachęcają półmiskami ryb i owoców morza. Wszak jesteśmy w królestwie tych przysmaków, Bruksela słynie bowiem z homarów, ostryg, ślimaków, liderem wśród morskich potraw pozostają tu jednak zdecydowanie parujące duszone w winie mule, podawane z chrupiącymi belgijskimi frytkami.

Po tak smakowitym obiedzie ruszamy do pobliskiego lokalu „Delirium Tremens”. Pub ten szczyci się posiadaniem ponad 2000 gatunków piwa, a w 2004 roku trafi ł do Księgi Rekordów Guinnessa, za posiadanie w sprzedaży właśnie takiej liczby, czyli 2004 gatunków piw.

Belgowie zapożyczyli od swoich sąsiadów, Niemców, Holendrów, Luksemburczyków i Francuzów, aż trzy różne języki, piwa jednak wziąć nie chcieli, ale obecnie Belgów zalicza się do najwytrawniejszych piwoszy na świecie. Piwo to w Belgii coś więcej niż tylko napój. To przede wszystkim tradycja. Warzenie piwa zostało wyniesione niemal do poziomu sztuki. Sto lat temu w kraju działało kilka tysięcy browarów. Każde miasto czy większe miasteczko strzegło swojego przepisu i sekretu produkcji, dlatego też istniały niezliczone rodzaje piwa, a każdy gatunek miał i ma do tej pory swój własny, typowy kufel czy szklankę. Dziś Belgia ma 120 browarów, produkujących kilkaset rodzajów złocistego trunku. Wśród małych browarów można znaleźć prawdziwe perły piwnego smaku. Piwa belgijskie często posiadają niepowtarzalny aromat, poprzez zawarte w nich naturalne dodatki owoców czy przypraw. W samej Brukseli działa tylko jeden browar, założony w 1900 roku „Cantillon”, znany jako najlepszy browar gueze, czyli odmiany piwa lambic, w całej Belgii.  Bezkompromisowy piwowar produkuje w nim wytrawne, dość kwaśne i złożone piwa, które zupełnie nie przypominają współczesnych trunków. Miłośnicy słodkich, łagodnych i gładkich alkoholi nie mają się tu po co zatrzymywać. Browar korzysta z upraw ekologicznych i często eksperymentuje z oryginalnymi składnikami. Po zwiedzaniu z interesującym komentarzem samego właściciela- piwowara udajemy się na degustację tych niezwykłych owocowych piw.

Następnego dnia, niczym prawdziwi Belgowie, możemy udać się na kulinarny spacer po centrum miasta. W uliczce, pełnej sklepików kuszących łakociami w postaci różnorodnych ciasteczek, znajdujemy „pain à la grecque”, czyli grecki chleb, który jednak nie ma nic wspólnego z Grecją. Są to dość długie herbatniki, posypane kryształowym cukrem, a ich nazwa pochodzi od zniekształconego fl amandzkiego słowa „gracht”, nazwy pewnej części Brukseli. Trafi amy również na korzenne herbatniki „spéculoos”, często podawane do kawy, a także używane do robienia deserów. Kilka kroków dalej, w osobliwej restauracji przy sklepie rybnym, składającej się z wystawionych na ulicę kilku stolików, oblepionych tłumem zarówno studentów, jak i bywalców w eleganckich garniturach, można zjeść najlepszy i najświeższy lunch rybny w mieście.

Ryby i owoce morza, prosto z witryn wypełnionych lodem trafi ają na patelnie, a następnie w postaci małych porcji wprost do żołądków wybrednych klientów. Gdyby komuś było mało, na sąsiedniej ulicy można zamówić frytki na wynos, podawane w papierowej torbie z dziurkami, by nie straciły nic ze swej doskonałej chrupkości. Innym znakomitym miejscem na lunch jest lokal znany od 1928 roku o dosyć osobliwej nazwie „A la mortesubite” (nagła śmierć), pochodzącej od karcianej gry, którą niegdyś kończono czas południowego biesiadowania, co dla brukselskich bankierów oznaczało powrót do swoich kas. Dzisiaj w porze obiadowej serwuje się tutaj tartinki z różnorodnymi dodatkami, misternie ułożonymi w piramidkę, spożywa się je przy akompaniamencie doskonałego piwa „lambic”.

Bruksela to czekoladowy raj. W okolicach Grand Place wystawy kuszą nas misternie ułożonymi w stosy pralinkami. Podobno tutaj wyrabia się najlepszą na świecie czekoladę. Wytwórcy, począwszy od popularnego Leoniadasa, prześcigają się w oryginalnych smakach, nadzieniach, jak również wzorach czekoladowych pralinek. Kupujemy więc pudełko wyśmienitych czekoladek, wybierając wzory i smaki, ale to nie koniec czekoladowej przygody, bowiem następnego dnia możemy udać się się do maleńkiej wytwórni czekolady, gdzie pod okiem mistrzów cukiernictwa skomponujemy własne pralinki. Doskonała komunikacja brukselskim metrem zachęca każdego turystę do poznania podmiejskiej strefy Brukseli. Absolutnie obowiązkowym punktem programu zwiedzania jest sławne Atomium, gigantyczna molekuła, ustawiona w 1958 roku z okazji Wystawy Światowej. Figura miała symbolizować potencjał przemysłu Belgii w okresie powojennym, niemniej wraz z upływem czasu stała się jedną z wizytówek Brukseli. Warte uwagi jest również samo metro, w którym każda stacja zachęca do podróży ciekawą grafi ką. Całkiem niedaleko znajduje się równie interesujący Parc du Cinquantenaire – park i ogród botaniczny w jednym. Ten obszar zieleni o powierzchni 74 akrów został pomyślany jako założenie w stylu klasycznym, a otworzono go z okazji pięćdziesięciolecia belgijskiej niepodległości. Na jego terenie znajduje się Muzeum Starych Samochodów, nie lada gratka dla każdego miłośnika motoryzacji i okazja do podziwiania najlepszej kolekcji pojazdów na świecie, a wśród nich eleganckich limuzyn, którymi jeździli prezydenci Roosevelt i Kennedy, król Belgii Baudouin i królowa Fabiola.

Wieczorne wyjście w europejskiej stolicy daje niezliczone możliwości. Spośród wachlarza ofert trzeba tylko wybrać jak najlepszą restaurację, by cieszyć się wspaniałymi smakami i klimatem tego niezwykłego miasta. „Kwint” to elegancka restauracja rodem z Paryża, a jej właściciele przenieśli francuskie doświadczenia kulinarne na grunt Brukseli. Sala jadalna stylizowana jest na katedralne wnętrze o łukowatych sklepieniach, menu zaś kusi nas potrawami opartymi na kawiorze i trufl ach. Zupełnie inne smaki oferuje „Belga Queen”, której właściciel posiada kilka stylowych i cieszących się wielkim powodzeniem restauracji. „Belga Queen”, jego okręt fl agowy, działa od 2002 roku we wnętrzach XIX-wiecznego banku o sklepionych sufi tach. Dodatkową zaletą jest lokalizacja, która pozwala na obserwację życia miasta, zaś menu to prawdziwa uczta dla łasuchów: serwują tu między innymi kaczkę w trzech odsłonach, wśród których są pasztet i zapiekane wątróbki, a także ślimaki przyrządzane w śmietanowym sosie i podawane na francuskim cieście. Pomiędzy jednym a drugim daniem można także delektować się aromatem i smakiem najsłynniejszych światowych marek cygar w zlokalizowanym w piwniczce Klubie Cygara. Tak wspaniale rozpoczęty wieczór nie powinien jednak skończyć się zbyt szybko. Dla wszystkich pragnących zakosztować nocnego życia Bruksela ma również swoją ofertę. W zagłębiu barów i dyskotek, usytuowanym przy Placu St Gery, przy rytmach z całego świata, można wyśmienicie bawić się aż do świtu.

Pod względem zgromadzonych w muzeach dzieł sztuki, Bruksela nie zawiedzie również tych, którzy pragną doznań estetycznych. W Królewskim Muzeum Sztuk Pięknych koniecznie trzeba zobaczyć wspaniałą kolekcję prac Piotra Bruegela Starszego czy Rubensa. Interesujące jest również muzeum będące hołdem złożonym absurdowi. Musee Magritte, działające od 2009 roku, to orgia meloników, dziwacznych ptaków i innych charakterystycznych motywów, związanych z René Magritte’em, belgijskim surrealistą, który przez większą część swojego życia mieszkał właśnie w Brukseli. Choć brak tu wielu słynnych obrazów, jest to jedna z największych kolekcji dzieł tego artysty, licząca ponad 250 prac. Znaleźć tu można dziwaczne eksponaty, takie jak amatorski film, na którym artysta i jego przyjaciele odgrywają sceny z „Alicji w Krainie Czarów”. Dla miłośników komiksów Bruksela przygotowała także Muzeum… Komiksów. Tutaj ten rodzaj literatury to rzecz święta, jest więc także komiksowy szlak, a specjalistyczne sklepy oferują nie tylko obrazkowe historie, ale też mapy turystyczne, z którymi każdy może poszukać w mieście ukrytych postaci z komiksów. Najsławniejsze postacie belgijskiej kultury obrazkowej to Tintin z wiecznie zdziwioną miną oraz jego wierny pies Miluś. A kto pamięta zblazowanego Lucky Luke’a? Do tej pory nie zdawaliśmy sobie sprawy, że postać ta stworzona została w Belgii.

Zatem miasto uznane za polityczną stolicę Europy, poważne i stateczne, kojarzące się być może wielu z nas z eleganckimi garniturami czy biznesowymi spotkaniami, ma również duszę artystyczną. Na co dzień są tu obecne sztuka dawna i współczesna, architektoniczne perły i perełki oraz wspaniała i zróżnicowana kuchnia. Brukselczycy umieją się świetnie bawić, cechuje ich poczucie humoru i dystans, a smak duszonych małży zapijanych oryginalnym owocowym piwem i deseru skomponowanego z ciasteczek czy wybornej belgijskiej czekolady można wspominać naprawdę długo…

Tekst: Grażyna Woźniczka-Bogucka

Nie wiesz, która wyprawa jest dla Ciebie?

Pomożemy Ci ją znaleźć!

Skontaktuj się z nami