BARWY KOLUMBII

Kiedy myślimy o kraju równikowym, pierwsze skojarzenia na temat klimatu, które przychodzą do głowy, to rozpalone słońce, tropikalne deszcze i nieziemski upał. Kolumbia, mimo że leży na równiku, jest jednak zupełnie wyjątkowa. Ze względu bowiem na przecinające kraj wysokie Andy mamy do czynienia z całym wachlarzem warunków pogodowych od tropikalnych Karaibów począwszy, po pokryte wiecznym śniegiem szczyty gór. Opalając się więc na plaży w Parku Tayrona, za plecami będziemy mieli ośnieżone szczyty Sierra Nevada de Santa Marta, a w niedalekiej odległości pustynny krajobraz La Guajira.

3000 KM PLAŻOWANIA
Zaglądając do atlasu świata, zauważymy, że Kolumbia posiada strategiczne położenie geograficzne, znajduje się bowiem w centralnym punkcie, między dwoma kontynentami, co czyni ją krajem interesującym przede wszystkim dla inwestorów, ale nie tylko… To jedyny kraj Ameryki Połud-niowej posiadający wybrzeże obydwu ocenów – Spokojnego (1300 km) i Atlantyckiego (1600 km), czyli w sumie 2900 km przepięknych plaż, dostępnych przez 365 dni w roku. Plaże Kolumbii są niezwykle zróżnicowane. Nad Morzem Karaibskim są bajecznie białe, otoczone lazurowym, ciepłym morzem, o którym zwykło się mówić, że posiada 7 różnych odcieni niebieskiego, a nad Oceanem Spokojnym stanowią raj dla miłośników surfingu, z dziką przyrodą i pobliską puszczą.

JEDNA Z 10 NAJPIĘKNIEJSZYCH PLAŻ
Tym razem udajemy się do Parku Tayrona, gdzie znajduje się kilka absolutnie rajskich plaż, w otoczeniu tropikalnej puszczy Karaibów, w pobliżu kordyliery Sierra Nevada de Santa Marta, z których główna i najczęściej spotykana w podróżniczych katalogach plaża, na półwyspie Cabo de San Juan, uznana została przez Trip Advisor za jedną z 10 najpiękniejszych plaż na świecie. Ale to nie wszystko…

REALIZM MAGICZNY
Kolumbia to również trzy kordyliery Andów, gdzie napotkamy malownicze, zagubione miasteczka, niezwykle atrakcyjne dla turystów szukających kontaktu z mieszkańcami, tradycyjnej gastronomii, rękodzieła i fantastycznych krajobrazów. Znaczna część Kolumbii to także amazońska puszcza i rozległa sawanna, obejmujące ponad połowę kraju, stanowiące doskonałe rejony dla tych podróżników, którzy pragną oddalić się od cywilizacji, by pobyć blisko natury. Pośród tych zagubionych w puszczy miasteczek szczególnie lubię wracać do Mompox, turystycznej perły Kolumbii. To jedno z tych miejsc, które raz odwiedzone wabi urokiem, zaciekawia tajemnicą i pozwala przeżyć coś wyjątkowego. Jest miejscem na mapie, którego w planowanej po Kolumbii podróży nie wolno pominąć. Miasto położone na uroczej wyspie, na najdłuższej, kolumbijskiej rzece Magdalenie, która w sposób naturalny na przestrzeni dziesięcioleci zmieniła kierunek, już staje się intrygujące. To rzeka Magdalena, jak kapryśna kobieta, skazała Mompox, kolonialne miasto, obdarowane wspaniałym klimatem, na osamotnienie i powolną śmierć. Urokliwe białe domostwa z przestronnymi patiami, uliczki po których przebiegają objuczone tropikalnymi owocami osiołki, jakby poszukując dawnego, handlowego szlaku, tak ważnego dla życia miasta, potęgują wrażenie realizmu magicznego Marqueza. To właśnie w scenerii Mompox powstała kinowa wersja „Kroniki zapowiedzianej śmierci”. W sercu miasta zwraca uwagę biały cmentarz, który upodobały sobie gromady kotów, wygrzewających się leniwie na nagrobkach, z pewnym zdumieniem i niechęcią zerkających na turystów-intruzów.

KOLONIALNE PRZYSMAKI
Mompox zasługuje również na miano królestwa kulinarnego. Należy tu koniecznie spróbować szmaragdowo-zielonego deseru z lokalnych limonek w zalewie cukrowej i mlecznej chicha colonial. Ta ostatnia, to napój przygotowany na bazie ryżu, z goździkami i zielem angielskim, liśćmi pomarańczy, solą morską i cukrem trzcinowym, zgodnie z recepturą z czasów kolonialnych, który nie tylko doskonale gasi pragnienie, ale też pozwala rozsmakować się w kulinarnym kolorycie miasta.

SKARBIEC SREBRA
Mieszkańcy uważają Mompox za swoisty skarbiec srebra, a dokładnie niezwykle delikatnej biżuterii z filigran. Wytwarza się ją tutaj metodami tradycyjnymi. Najpierw Hiszpanie, nauczeni tej sztuki przez mistrzów arabskich, wykonywali te ozdoby za czasów konkwisty. Obecnie, biżuterię z filigran, czyli delikatnych siatek i struktur przestrzennych, tworzonych ze srebrnych drucików, czy wręcz nitek, wyczarowują utalentowani lokalni artyści-rzemieślnicy.

NAJLEPSZY UPOMINEK
Wyjątkowe miejsce, piękna architektura, specyficzny klimat, żywa historia, realizm magiczny jak u Marqueza, unikalne rzemiosło i lokalna uczta dla podniebienia są gwarancją, że Mompox to wymarzone miejsce do spędzenia kilku dni, będących prawdziwym, kolumbijskim upominkiem.

INDIANIE WAYÚU
Kolumbia to również 90 różnych społeczności indiańskich, z własnymi językami, strojami, kulturą i formą życia jakże bardzo różniącą się od zachodniej cywilizacji. Tym razem odwiedzamy tereny zamieszkane przez społeczność Wayúu, jedyną w Kolumbii, w której panuje matriarchat. Los Wayúu zamieszkują półwysep La Guajira, położony na granicy Kolumbii i Wenezueli, dokąd dociera niewiele osób.

KULTURA TKANIA
Los Wayúu są ludźmi pustyni, piasku, słońca i wiatru, od wieków specjalizują się w tkactwie, które jest ich dziedzictwem i swego rodzaju praktyką kulturową. Tkactwo to dla Wayúu sztuka wyrażania życia, jest symbolem kreatywności, inteligencji i wiedzy. Kobiety łączą tkanie z innym rodzajem codziennej pracy. Tkają w czasie wolnym, podczas wizyt i kiedy udają się w podróż. Charakterystycznym elementem tkanin Wayúu są figury geometryczne, reprezentujące elementy otaczającej ich natury (zwierzęta, rośliny, gwiazdy, ślady itd.) lub abstrakcyjne formy, do przedstawienia których używa się silnych i bardzo kontrastujących kolorów, będących znakiem rozpoznawczym kultury Wayúu. Im bardziej skomplikowana jest figura, tym większa wartość artykułu.

MATRIARCHALNA POLIGAMIA
Kobiety są w tej społeczności do dziś negocjowane przez swoich braci i braci matek, i w pewien sposób „sprzedawane” za kozy i naszyjniki z korala. Dodatkowo panuje tu poligamia i mężczyzna Wayúu, jeśli tylko jest dość zamożny, może pozwolić sobie na kilka żon. Dziedziczy się po matce i babci.

FILIZOFIA ŻYCIA I… HAMAKA
Kultura ta ma niezwykłe zwyczaje związane z dojrzewaniem. Każda młoda dziewczyna jest wtedy izolowana od społeczności i musi nauczyć się ręcznego robienia indiańskich worków – mochilas i kolorowych hamaków z frędzlami – chinchorro. Jeden hamak robi podczas wielu miesięcy odosobnienia i jest on łóżkiem dla przyszłej młodej pary. Chinchorro – „wiszące łóżko, w którym Wayúu odpoczywa, śpi, rozmawia, przyjmuje wizyty, pracuje, płodzi i wydaje na świat potomstwo”, jest jednym z najważniejszych elementów jego społecznego i osobistego życia.

DWUKROTNY POGRZEB
Wayúu posiadają również bardzo ciekawe rytuały pogrzebowe. Dokonują dwóch pochowków – pierwszego tuż po śmierci członka klanu, kiedy cała rodzina przenosi się na kilka dni na cmentarz, mieszka tam, gotuje i śpi razem ze zmarłym w hamaku, a po 5-10 latach kolejnego. Wtedy wykopuje się kości zmarłego i dokonuje pochówku powtórnie. Wayúu wierzą, że dopiero wtedy dusza zmarłego odchodzi przez jedną z plaż na półwyspie.

PUSTYNNI NOMADZI
Kobiety rytualnie tańczą taniec wiatru – jhonna w swoich szerokich, kolorowych sukniach i produkują lokalny alkohol – chirrinchi, a na specjalne uroczystości gotują kozły. Indianie tej grupy nie mieszają się z białymi. Mieszkają na pustynnym terenie, zajmując się hodowlą kóz, praktycznie bez wody pitnej. Ich tryb życia jest koczowniczy i bardzo przypomina życie Mongołów, ale w warunkach tropikalnych.

BEZ PRĄDU
Podczas wizyty u Indian, wybierzemy się samochodami terenowymi na pobliską karaibską pustynię, porośniętą tylko od czasu do czasu samotnymi kaktusami, trafiamy na półwysep Cabo de la Vela. To fantastyczny reion. Nie ma tu prądu, śpi się w hamakach pod wiatami z kaktusa lub w chatkach wykonanych z serca kaktusa nad samym morzem, a niebo ma w tym miejscu tak niesamowitą ilość gwiazd, że wydaje się to aż nierealne.

NIEZWYKŁE MIASTA
Kolumbia to wreszcie ogromne miasta, jak Bogota, Medellin, Cali, Cartagena, Barranquilla, gdzie nowoczesność łączy się z historią, zabytkami z czasów hiszpańskiej kolonii. Jednym z najważniejszych miejsc tego typu, które należy odwiedzić, jest niewątpliwie kolonialna dzielnica Bogoty – Candelaria. Warto zarezerwować sobie na jej poznanie cały dzień. Wcześnie rano można odwiedzić Chorro de Quevedo, czyli miejsce, w którym narodziła się ta 8-milionowa dziś metropolia. Następnie trzeba przespacerować się jej uroczymi, kolorowymi uliczkami, zaglądając na zielone patia kolonialnych domów. Koniecznie musimy wstąpić do jednej z kawiarń i popijając aromatyczną, kolumbijską kawę na tarasie, obserwować toczące się dookoła życie – spieszących się na zajęcia studentów, zachwalających głośno swoje produkty ulicznych sprzedawców i nadużywających klaksonów taksówkarzy. Warto wybrać się do muzeum Fernando Botero, słynnego na całym już świecie kolumbijskiego artysty, aby nacieszyć oczy jedyną w swoim rodzaju, „pulchną” sztuką. Na obiad można wstąpić do jednej z tradycyjnych restauracji serwujących zupę jiaco, a na deser powinniśmy spróbować bogotańskich słodkości. Koniecznie też trzeba przespacerować się po Placu Simona Bolivara i zrobić sobie zdjęcie na tle katedry oraz połyskujących w popołudniowym słońcu szmaragdowych Andów i majestatycznego wzgórza Monserrate. Koniecznie należy zajrzeć do największego na świecie Muzeum Złota, gdzie zgromadzone zostały przepiękne indiańskie ozdoby z czasów prekolumbijskich. Tuż przed zachodem słońca warto wybrać się do „Puerta Falsa”, najstarszej kawiarni w Bogocie, na tradycyjne bogotańskie onces, czyli kolumbijskiego gołąbka tamal i gorącą czekoladę z rozpuszczonymi kawałkami sera.

KULTUROWA I KULINARNA FUZJA
Skoro o gastronomii mowa, należy wspomnieć, że kolumbijska kuchnia jest jedną z największych atrakcji kraju. To rezultat mieszanki trzech kultur: indiańskiej, afrykańskiej i hiszpańskiej. Od XVI wieku, czyli czasów hiszpańskiej kolonii, przez wieki nieustannie ulepszana na terenach Ameryki Łacińskiej, w XIX i XX wieku została również w niektórych regionach wzbogacona o kulturę arabską i japońską. Tak więc ostatecznie kolumbijska gastronomia to kulturowa fuzja kolorów, smaków i tekstur, która zachwyci najbardziej wybrednego podróżnika.

OWOCOWY KRAJ
W Kolumbii istnieje nieco stereotypowe przekonanie, że kuchnia tworzona przez wieki przez Afrykańczyków w regionach, w których pojawili się niewolnicy przywożeni przez Hiszpanów do pracy w kopalniach czy na plantacjach, jest bardzo atrakcyjna, zaś kuchnia indiańska jest z kolei niezwykle prosta i nie tak smaczna. Coś z prawdy w tym stwierdzeniu jest. Mimo ogromnych różnic regionalnych w kolumbijskiej kuchni, głównym jej elementem są świeże tropikalne owoce. Bywają traktowane jako przekąska, lub służą do sporządzenia naturalnych soków. Żaden szanujący się Kolumbijczyk nie wypije do posiłku soku z kartonu, do którego jesteśmy przyzwyczajeni w Europie! Przebywając więc w Kolumbii, koniecznie należy spróbować lokalnych owoców, jak uchuva, mango, marakuja, feijoa, gulupa, ananas, gwajawa, guanábana…

Tekst: Ewa Kulak

Nie wiesz, która wyprawa jest dla Ciebie?

Pomożemy Ci ją znaleźć!

Skontaktuj się z nami