REJS NA KONIEC ŚWIATA

Nieprzejednany Horn – to marzenie nie tylko żeglarzy, ale takich niespokojnych duchów, jak ja, które zamiast wybrać leniwe karaibskie plaże czy inne ciepłe zakątki naszego Globu, wyruszają na wody arktyczne…
Wyruszyliśmy do Ameryki Południowej z nastawieniem na eksplorację Patagonii, Ziemi Ognistej i Przylądka Horn, choć nasza trasa wiodła także przez tropikalną dżunglę, deltę Tigre, kolorowe dzielnice Buenos Aires i sielskie „Estancias”, gdzie w spokoju żyją „Gauchos” czyli argentyńscy kowboje.

Zacznę od największej przygody podczas tej podróży – rejsu Mare Australis do Przylądka Horn.

Nieprzejednany Horn – to marzenie nie tylko żeglarzy, ale takich niespokojnych duchów, jak ja, które zamiast wybrać leniwe karaibskie plaże czy inne ciepłe zakątki naszego globu, wyruszają na wody arktyczne. Przemierzamy kilkanaście tysięcy kilometrów, aby znaleźć się na „końcu świata” (w Patagonii) i stąd wyruszyć do jeszcze bardziej odległego krańca świata.  Jesteśmy przygotowani, posiadamy bieliznę termiczną, kurtki przeciwwietrzne, nieprzemakalne spodnie, grube swetry, rękawice, wind stopery. Dolatujemy do Rio Gallegos, a stamtąd autobusem do Chile.

Po dojeździe do Punta Arenas nasze bagaże zniknęły z luku autokaru i zostały błyskawicznie przetransportowane na statek, gdzie miały oczekiwać nas w kajutach. Korzystając z wolnej chwili na lądzie spacerujemy po sympatycznym Punta Arenas, mieście założonym w 1848 roku, będącym stolicą Regionu Magallanes i Antarktyki Chilijskiej. Punta Arenas leży na 52 S, dla porównania moje rodzime Kielce leżą na 50N.

Witamy na rejsie numer 187!

1 etap: Punta Arenas-Cieśnina Magellana

Po zaokrętowaniu statek wypłynął a my zostaliśmy powitani przez kapitana, zaprezentowano nam całą załogę i wychyliliśmy lampkę szampana za pomyślny rejs. Po kolacji wszyscy udali się na 4 deck, gdzie wrzało jak w tyglu od wielości języków. Podczas prezentacji Kapitan podkreślił, że jesteśmy pierwszymi Polakami na Australis i to jak liczną grupą, aż 16 osób!

ARGENTYNA 131 ARGENTYNA 135 ARGENTYNA 140
Nasza przytulna kajuta oraz restauracja. Szef kuchni po mistrzowsku serwował chilijskie i argentyńskie dania, misternie przybrane, codziennie degustowaliśmy wina z innego regionu, którym zawsze towarzyszył odpowiedni komentarz enologiczny naszego nieocenionego kelnera, Victora.

Słońce na końcu świata wschodzi w ciepło różowym kolorze, powoli podnoszą się mgły, odsłaniając ośnieżone szczyty, na górnym decku dla „porannych ptaszków” serwowana jest kawa i pyszne ciasteczka.  Przed nami amfiteatralnie położone lodowce, z których najbardziej malowniczy, będący tuż przed nami, zsuwa się leniwie do chłodnej zatoki z białej Kordyliery Darwina.

ARGENTYNA 147 ARGENTYNA 150 ARGENTYNA 159

ZATOKA AINSWORTH (67°48′S 146°37′E / -67.8, 146.617)

Po śniadaniu i wysłuchaniu instrukcji naszych przewodników wsiadamy do zodiaków i ruszamy na ląd, ogromne lodowe bryły wyglądają niesamowicie, zwłaszcza że na lądzie widać pierwsze oznaki wiosny, kwitną arktyczne notofagusy, endemiczne gatunki drzew z rodziny bukowatych.

Wbrew powszechnym wyobrażeniom, nie jest tutaj szaro i ponuro, świeci ostre słońce, a rośliny są bajecznie kolorowe.
Mchy i porosty mają wspaniałe, intensywne barwy, cienka pokrywa śnieżna sprawia wrażenie kolorowej, soczysta zieleń nothofagusowego lasu bardziej przypomina strefę tropikalną aniżeli arktyczną.

Farolito chino, czyli chiński lampion to epifit żyjący w symbiozie z nothofagusami arktycznymi.

ARGENTYNA 181 ARGENTYNA 189 ARGENTYNA 197
Popołudnie spędzamy opływając zodiakami wyspę Tuckera, gdzie podglądamy kolonię pingwinów Magellana, które tłumnie przybywają w te rejony, aby założyć rodzinę. Jest to „Polarne Galapagos” obfitujące w liczne gatunki ptaków. Oprócz pingwinów możemy zobaczyć tu kormorany, mewy polarne, petrele, głuptaki, albatrosy, czagry.

Pingwiny przyglądają nam się z zaciekawieniem a my im…… Dzieli nas zaledwie parę metrów, nad wyspą krążą sępy…..

Po południu Kanałem Gabriela wypłyniemy na południe, w kierunku Alei Lodowców.
Łącznie 84 mile morskie.

Nocą przepłynęliśmy kanałem Gabriela obok wyspy Dawsona, kanałem Magdaleny, Cockburn aby dotrzeć do kanału Beagle i lodowca znajdującego się w jednej z jego odnóg. Jest chłodny poranek, ale szczęście nas nie opuszcza i kiedy schodzimy na ląd, zaczyna świecić słońce.

Lodowiec może wydawać się niepozorny, ale to tony zamarzniętego lodu, które cały czas pracują, zatrzymaliśmy się, patrząc na tę ogromną białą górę. Słychać było wciąż trzaski, kilkunastometrowa bryła powoli odchylała się coraz to bardziej, aby wreszcie z metalicznym szelestem osunąć się do lodowatej toni Zatoki Pia. Mimo, że nie była to „na oko” zbyt duża bryła, jej upadek spowodował  dosyć silną falę. Aż strach pomyśleć, co by było, gdyby to większy kawał lodowca wpadł do wody. Nasz Mare Australis mógłby nie poradzić sobie z falą.

ARGENTYNA 238a - Kopia ARGENTYNA 262 ARGENTYNA 276
Wszyscy podkreślali, że mamy zdumiewające szczęście do pogody, zrobiło się tak ciepło, że musieliśmy się porozbierać z czapek, szalików i rękawiczek, idylliczny krajobraz z soczysto zielonymi drzewami, złotymi kulami „chińskich lampionów” i intensywnie błękitnym kolorem nieba sprawiałby wrażenie szwajcarskich Alp, gdyby nie… gdyby nie intensywne, przejmujące trzaski rozpadającego się w środku lodowca.

Przewodnik wyjaśnił, że wewnątrz jest wiele korytarzy, którymi bryły lodu osuwają się, podobnie jak na zewnątrz i roztrzaskują się o skały lub wpadają do wody, zjeżdżając wewnętrznymi rynnami. Usiedliśmy na zboczu moreny czołowej i przysłuchiwaliśmy się w absolutnym milczeniu temu wyjątkowemu arktycznemu koncertowi.

Zbliża się wieczór i słońce zachodzi na pomarańczowo, przemierzamy kanał Beagle i płyniemy aleją lodowców jest spokojnie choć wyczuwa się poruszenie, jutro dopłyniemy do Przylądka Horn. Jak nas przywita, czy będzie szansa, aby zejść na ląd? Udaje się to średnio co 8 wyprawie, czy będziemy mieć szczęście? Jest przecież wczesna wiosna……
Przepłynęliśmy dzisiaj 208 mil morskich.

ARGENTYNA 295 ARGENTYNA 308 ARGENTYNA 313
Jaki będzie ten „Nieprzejednany”, żeglarski Mount Everest.
Od stuleci krążą historie o sztormach, nagłych wichurach i olbrzymich kilkudziesięciometrowych falach, rzucających statki na skaliste zbocza. Statystycznie, przez przynajmniej 3 dni każdego miesiąca na wodach Hornu szaleje huragan, a fale mogą osiągać nawet 25 m wysokości, wiatry dochodzą do 300m/godzinę!

Znajomi Argentyńczycy opowiadali, jak podczas ich podróży na Horn (w pełni lata – a więc w styczniu) wiatr i mróz były tak silne, że mokre, oblodzone kosmyki włosów wystające spod czapek łamały się nawet przy lekkim dotknięciu. O zejściu na ląd nie było mowy!
Taaak, a my mamy dopiero wczesną wiosnę.

Uprzedzano nas, aby wszystko pozdejmować z półek, pochować, aby się nie turlało, nie spadło i nie potłukło. Karnie zrobiłyśmy porządek w kajucie. Obudziłam się po 5, nie mogłam spać… było spokojnie. Mieliśmy zejść o 7:00, jeszcze przed śniadaniem, kiedy morze bywa najspokojniejsze przy Przylądku Horn….. Idę na 4 deck, robię zdjęcia, jest cisza. A więc jesteśmy tutaj, „na końcu świata” a nawet „za końcem świata”, czyli miastem Ushuaia. Czekam na poranną kawę, fotografując coraz to lepiej widoczny Cape Horn.

ARGENTYNA 338 ARGENTYNA 341 ARGENTYNA 363

Udało się!!!!!  Dopływamy do Przylądka Horn i będziemy mogli postawić tam obie stopy! Nie ma fal, a jednak zodiak mocno się huśta, zasady dotyczące wsiadania i wysiadania zostały zmienione i zaostrzone, możemy sobie tylko wyobrazić że niewiele większa fala uniemożliwiłaby nam zejście. Wejście jest dosyć męczące, po stromym klifie.

Horn w najwyższym miejscu ma aż 424 m wysokości.

Jesteśmy wzruszeni, że w maleńkiej kapliczne na końcu świata wisi portret Jana Pawła II, do tego bardzo pokaźnych rozmiarów.
– To oczywiste, uśmiecha się ciepło latarnik na Hornie – to NASZ Papież przecież……
Patrzymy z góry, jak na skale, tuż nad wodą, bawią się trzy młode lwy morskie, jest 5 st. C, ale słońce grzeje tak mocno, że wydaje się, jakby było przynajmniej 15. Znowu mamy szczęście, Natura pozwoliła nam zrealizować to wyjątkowe marzenie.

ARGENTYNA 379 ARGENTYNA 400 - Kopia ARGENTYNA 409
Podczas śniadania kapitan ogłasza, że pogoda jest tak dobra, i zdecyduje się opłynąć przylądek Horn, a więc kanałem Franklina opłyniemy wyspy Wollaston, nabywam mapę żeglarską, zanoszę kapitanowi, aby wytyczył trasę, wchodzę do niego, pierwszy oficer pochylony nad mapą, a kapitan właśnie mówi: „Ladies and Gentalman opływamy Przylądek Horn, od Antarktydy dzieli nas 600 mil morskich” (ok. 1000 km)

ARGENTYNA 435 ARGENTYNA 555 ARGENTYNA 570
Słychać trzykrotnie syrenę, przechodzi nas dreszcz, w oczach niektórych pojawiają się łzy. Wszyscy patrzą w milczeniu na ten mały zielony skrawek lądu, ostatni zielony skrawek naszej planety na południowej półkuli. Warto było dotrzeć aż tutaj… to wyjątkowa chwila. SALUD!

Przepływany 256 mil morskich.

Tekst i zdjęcia: Majka Szura

Nie wiesz, która wyprawa jest dla Ciebie?

Pomożemy Ci ją znaleźć!

Skontaktuj się z nami